-Halo..?-
Mówię niechętnie. Nie wiem kto to, bo nie zerknąłem.
-Siema,
idziesz dzisiaj na mały meczyk?- Już wiem, to Louis.
-Nie,
no co Ty. Mam te korki..
-Aaa,
no tak.
-No.
-Ale
może mógłbyś..
-Niee,
raczej nie da rady. Mam zagrożenie z matmy i fizyki. Jak nie pójdę,
będę miał przesrane, ładnie mówiąc. Na razie nie mam kasy
na mieszkanie samemu, a jak nie zdam to będę mieszkał z rodzicami
do 30-tego roku życia.
-No
to zamieszkaj ze mną i Harry'm. Te pokoje czekają na Was, nie?
-No
niby to takie łatwe, a kasę na wodę, gaz czy jakieś inne pierdoły
to z nieba weźmiemy?
-Ej,
no nie stresuj się tak.
-Taa.
No to na razie, trzymaj się.
-No,
na razie, cześć.- Kończę rozmowę. Zły na cały świat, biorę
torbę i wychodzę, trzaskając drzwiami. Wchodzę na deskorolkę i
rozpędzam się.
-Siema
siema, dzień dobry Pani Profesor.- Bez pukania otwieram drzwi i
siadam na pierwszym lepszym miejscu.
-Dzień
dobry.- Nauczycielka nie zwraca uwagi na moje zachowanie, bo jest już
do tego przyzwyczajona.
-Prze
Pani, co będziemy dzisiaj ćwiczyć?
-Procenty.
Kiedy usłyszałem odpowiedź westchnąłem ciężko.
-Zaczniemy od prostego zadania: Książka kosztuje..
-Książka? A nie mogą być słuchawki?- Komentuję, na co korepetytorka bierze głęboki oddech i kontynuuje.- No dobrze. Słuchawki kosztują 40 funtów. Jej cenę podniesiono o 20%, ale z nową ceną nie sprzedawały się, dlatego obniżyli ją o 20%. Ile kosztują teraz? Blondyn, może wiesz?
-Ja? Zawsze, proszę pani!-Mówię z uśmiechem na ustach.
-No, to ile?
-40 funtów.- Kiedy kobieta to widzi, strzela facepalma.
-Louisse, wytłumaczysz mu? Przy okazji sprawdzimy Twój poziom wiedzy.
Widzę, że jakaś dziewczyna idzie w moją stronę z zeszytem.
-Cześć tak w ogóle, Lou jestem.-Przedstawia się, a ja parskam śmiechem.
-Mój kolega się tak nazywa.
-Louisse, a nie Louis ciołku.
-Taa.
-Dobra.-Siada.-To trzeba..No.. To nie będzie 40.. Bo.. cena będzie 40 plus coś, czyli będzie większa.. a potem obniżona o 20% też..
-Noo, dobrze kombinujesz.-Uśmiecha się nauczycielka.
-No to.. Ale procent będzie wyciągany z wyższej liczby..
-Już masz wytłumaczenie, to teraz rozwiąż. Do Ciebie mówię blondasku.-Pani Walter
-40 to 100%.. 4 to 10%.. to 20% to.. 8!
-Tak..
-Czyli kosztowała...40+8.... 48 funtów
-To będzie trudniejsze niż myślałam...
-To nie koniec zadania geniuszu.-Wtrąca się Lou.
Reszta tych nudnych zajęć minęła normalnie. Od razu po wyjściu z sali (wyszedłem ostatni) doganiam Louisse.
-Eeee.. Hej. Znowu.-Mówię cicho, niskim jak na mnie tonem.-Cześć.. Jakiś problem?- Pyta się.
-Nie, a czemu miałyby być?
-Noo... Bo podchodzi do mnie jakiś wytatuowany bad-boy?
-A co mają moje tatuaże do Ciebie?
-Dobra. Po prostu powiedz o co Ci chodzi, bo tak możemy sobie gadać do późnej nocy.
-Oj, nieważne.-Mówię.
-Okej, to jak nie masz nic ważnego, to ja pójdę. Do zobaczenia.- Przyśpiesza kroku, a ja idę 2 metry od niej, żeby zobaczyć gdzie pójdzie. Ona jest taka interesująca, zagadkowa. Wychodzę na dwór rozpędzam się, by dogonić Lou. Dopiero teraz u swiadamiam sobie, że ona też jeździ na deskorolce.